PRZYPADEK N.W

PRZYPADEK NINA WITOSZEK

Polska zmierza szybkim krokiem ku katastrofie. Demokracja w tym wschodnio-europejskim kraju pada na łeb i szyję. Odżywa i bujnie rośnie nazizm (narodowy socjalizm). Kobietom masowo odbiera się prawa, które ciężko wywalczyły sobie za czasów komunizmu. Polska gwałtownie cofa się w rozwoju cywilizacyjnym. Polacy, głównie katolicy, o zgrozo, nie darzą sympatią i miłością pedałów, żydów, muzułmanów i innych obcokrajowców. Nie lubią również feministek, sierot po komuniźmie i realnym socjaliźmie. W związku z tym, Polska jest na dobrej drodze do tworzenia systemu rządów autorytarnych (dyktatorskich i totalitarnych), dzięki którym nie tak dawno Europa legła w gruzach.

To tylko kilka wybranych tez z kolejnego wypróżnienia się Niny Witoszek swoimi frustracjami w prasie norweskiej (Zob. „Aftenposten”, poniedziałek 26 czerwca 2017 r.). Powodem frustracji są coraz gorsze notowania popularności opozycji totalnej (PO, PSL, Nowoczesna, SLD i im podobnych ideologicznie sierot po bolszewi PRL-owskiej). Co gorsze, w parze padania na pysk PO i Nowoczesnej, a także stworzonego przez nich ruchu KODziarskiego, rośnie w górę popularność PiS-u i „Kukiz 15”. Nadchodzą dla Polski straszne czasy. Polacy to dobrze wiedzą, tylko że inaczej. Natomiast nie wiedzą tego Norwedzy. Zatem trzeba ich oświecić i ostrzec przed nadchodzącym kataklizmem w Europie.

Winą za zaistniałą sytuację obarcza Witoszek PiS, J.Kaczyńskiego i katolicką „ciemnotę”, która na nich głosowała. Dostało się też Kościołowi katolickiemu, księdzu T. Rydzykowi i Radiu Maryja za działalność wieloletniego kształtowania tej „politycznej ciemnoty”, która poszła tak gromadnie głosować na PiS zamiast na PO.

Tak namalowany obraz katastrofalnej sytuacji politycznej w Polsce po przegranej władzy przez PO,PSL, SLD, będących politycznym ramieniem UB/SBekistanu i postbolszewi, Nina Witoszek próbuje sprzedać pewnym elitom politycznym w Norwegii jako rzeczową analizę stosunków, które tę sytuację wywołały. Po czym apeluje gorąco o interwencje w wewnętrzne sprawy państwa polskiego nie tylko do Norwegów, ale też do całej „oświeconej” części Europy. Teraz Polakom pozostało tylko czekać, kiedy Europa ruszy na Polskę pod dowództwem norweskim, żeby przywrócić do władzy postkomunistów i UBekistanu spod znaku PO, PSL, SLD i innym sitw czerwonej hołoty.

Obraz, jaki Nina Witoszek usiłuje sprzedać Norwegom jest malowany politycznymi farbami czarno-białymi – PiS i katolicy = czarni. PO/PSL, lewactwo wszelkiego autoramentu, SBekistan  =  biali. I jako taki serwuje Norwegom. Język polski jest bardzo mało znanym  a sprawy polskie mało interesujące. To daje szerokie pole do popisywania się rozmaitym kłamcom, oszczercom, łgarzom i innym propagandowym rozbójnikom. Kto tam będzie dociekał, co jest prawdą a co kłamstwem w sfabrykowanych i opublikowanych, np. przez N. Witoszek, banialukach, a zwłaszcza, kiedy na ich tle Norwedzy wypadają lepiej. Polacy nie będą dociekać prawdy, a co dopiero Norwedzy. Ponieważ prawie nikt nie będzie się fatygował do sprawdzenia, co jest prawdą a co kłamstwem, więc droga staje się otwarta dla rozmaitych szalbierzy, łgarzy i opluwaczy.

Nina Witoszek tytułowana bywa jako „kierownik działu badawczego Uniwersytetu w Oslo, albo – też często „professor”.  Władysław Bartoszewski, który zaledwie ukończył szkołe średnią, też był tytułowany jako „profesor”. A stało to się tak, bo pewne koła polityczne w Niemczech dostrzegły, że jest on dyspozycyjny, usługowo nastawiony dla ich celów politycznych. Skoro był w tym sensie dla nich postacią  użyteczną, dlaczego go nie  „awansować”. Załatwiono mu parę wykładów na dwóch uniwersytetach w Niemczech, po czym ogłosili go „profesorem”. Podchwyciła to szybko stadnina michnikowska i od tego czasu Bartoszewski był wymieniany w michnikoidalnych środkach propagandy jako „profesor Władysław Bartoszewski”. Na tej zasadzie każdego można zrobić „naukowcem” z tytułem „profesor”.

Jednakże, dla ludzi oczytanych („belest” jak to formułuje Witoszek) i obytych w świecie (bereiste kosmopoliter), którzy zetknęli się ze środowiskami akademickimi, znane jest, że tytuły naukowe nie dowodzą sprawności umysłowej, ani też uczciwości intelektualnej. A na dowód tego twierdzenia można z czystym sumieniem przytoczyć prof. Witoszek, zwłaszcza jej uczciwość intelektualną, polegającą na fabrykowaniu źródeł, które potem używa jako punkt wyjścia do rażących swym grubiaństwem twierdzeń, ukazujących w negatywnym świetle jej oponentów, albo ludzi, których ona nie lubi. Ten „naukowiec” polsko-norweski ma problem. Bo dużo Norwegów odkryło jej oblicze. I mentalność. Ale o tym za chwilę.

Najpierw przypomnijmy sobie z najnowszej historii parę kluczowych faktów, które zaistniały na polskiej scenie politycznej po 1989 roku, tj. po „okrągłostołowym” oszustwie politycznym. Nie bedę się tutaj o tym rozpisywał, bo ujęte to zostało w artykule „A może zrobić dekomunizację po europejsku”. To, co PiS zrobił „niedobrego” po dojściu do władzy w wyniku wyborów w 2015 roku to to, że zrzucił na Platformę Obywatelską, znaną dzisiaj bardziej, jako Partia Oszustów, dwie bomby – jak to ujął dobitnie jeden z internautów. Pierwsza bomba , to afera „Amber Gold”, a druga to PO-wska prezydent Warszawy, Hajka Gronkiewicz-Waltz z aferą przekrętów nieruchomościami w Warszawie, ale przekręty takie miały miejsce nie tylko w stolicy III RP.

Ale kto i co to jest >Platforma Obywatelska<, którą tak oszczędza w swych wynurzeniach donosicielskich (słyszycie Państwo – donosiciel!) na Polskę. Donosiciel, to kojarzy się nie tylko z kapo i TW (Tajny Współpracownikiem) UB/SBeckim, ale też ze szmalcownikiem. U Niny Witoszek można znaleźć elementy mentalne, charakterystyczne dla szmalcowników. To nie ja to twierdzę, to Nina Witoszek ukazuje publicznie swoją twórczością intelektualną.

Platformę Obywatelską (PO) utworzyli postkomuniści i UBekistan PRLowski, n.p.Andrzej Olechowski, były członek PZPR i agent komunistycznych służb specjalnych. Współzałożycielem PO był komunistyczny gen. Gromosław Czempiński, też były członek PZPR.

Już po założycielach tego ugrupowania można bez trudu rozpoznać dlaczego i w jakim celu ta formacja polityczna o Nazwie „Platforma Obywatelska” została założona. A założona została jako ramię polityczne (reprezentacja polityczna) postkomuny i PRL-owskiego UBekistanu. PO miała, na wzór PZPR, też wiernego koalicjanta, partię „PSL”, będącą złogiem komunistycznego ZSL. Warto przy tej okazji zauważyć, że w chwili, kiedy PO straciło władzę, to satelitarna (ZSL/PLS) zniknęła (prawie) ze sceny politycznej III RP. Jako przykład na to, kto jest kim w PO,  z jakich typów ta formacja się składa i czyje interesy ma bronić niech posłuży poseł tej partii, Borys Budka. Borysek jest synem byłego sekretarza POP PZPR na   Politechnice  Śląskiej w Gliwicach. Tatuś ulokował synka w PO, bo tam jest więcej jego kolegów niż w SLD, spadkobierczyni PZPR.

Po przerżnięciu wyborów parlamentarnych, postkomuna i UBekistan zauważyli, że spadają w dół. Widząc to, inna frakcja postbolszewi PRLowskiej przystąpiła do działania. Były PZPRowiec, Leszek Balcerowicz, znany z tego, że po „okrągłym stole” rozwalił przemysł i okradł Polaków, zainicjował „Nowoczesną RP” jako nową „partię polityczną” i na jej czele postawił  Ryszarda Petru. Ta nowa formacja polityczna pomyślana była jako alternatywa (nowa twarz) na wypadek, gdyby PO padła. Gdyby to się stało, postkomunistom i UBekistanowi nie pozostałoby nic innego,  jak tylko schować się pod skrzydła „Nowoczesnej”. Ostatnio uaktywniła się inna grupa postkomunistyczna występująca pod nazwą „Obywatele RP”. Ciekawe, ile jeszcze powstanie takich „różnorodnych” czerwonych organizacji? Dodać tutaj należy, że oni mają swoje „młodzieżówki” takie, jak  np. „Krytyka Polityczna” czy „Antifa”. Celem licznego tworzenia rozmaitych grup lewackich jest próba ukazania  z jednej strony różnorodności „ideowej” i politycznej („pluralizmu”) w stadninie postkomunistycznej, co ma dowodzić, że posiadają ducha demokratycznego. Zaś z drugiej, to myśl przewodnia (taktyka): idźmy osobno a uderzajmy razem.

Ich tubami (szczekaczkami) propagandowymi są: „Gazeta Wyborcza”, znana w Polsce bardziej jako „gazeta żydowska”  dla Polaków,  „Polityka”, założona kiedyś przez M.F.Rakowskiego (który po pewnym czasie po „okrągłym stole” umarł ze wściekłości, że komuchom nie wyszło całkiem tak, jak sobie wykoncypowali); TVN, Polsat i parę innych trębaczy funkcjonujących jako radiowi naganiacze w przestrzeń odstrzału lewackiego. Ponieważ na czoło obrońców postbolszewi PRLowskiej i UBekistanu w Polsce po „Okrągłym Stole” został wysunięty Adam Michnik , przeto stał się postacią sztandarową  obrońców zbrodniarzy i rozbójników komunistycznych. Dlatego ludzie, którzy sympatyzują z Michnikiem i jego poskomunistyczną stadniną; którzy podzielają poglądy i mają takie same mniemania  (jak prof.Nina Witoszek) są kwitowani krótko: Michnikowszczyzna! A to oznacza, ani mniej ani więcej, postkomunistyczne i UB/Sbeckie złogi ukrywające się w norach i okopach ozdobionych szyldem „liberalna demokracja”, „państwo prawa”, „szeroko pojmowana tolerancja” i w temu podobne ozdobniki polityczne. To są ludzie podłego rodzaju. Dlatego określani są w Polsce mianem czerwona hołota. Stąd wzięło sie wśród młodych Polaków popularne hasło: „Raz sierpem,  raz młotem w czerwoną hołotę”.

Początkiem nadchodzącej „katastrofy”, którą zwiastuje z takim przekonaniem prof. Nina Witoszek, stało się zwycięstwo PiS-u w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Ledwo ukonstytuował się nowy rząd i nie zrobił jeszcze żadnego znacznego posunięcia politycznego, bo nie zdążył, postkomuna uderzyła w bębny: PiS prowadzi Polskę ku rządom autorytarnym i wezwała swoich ideowych pobratymców do wyjścia na ulice w celu obalenia tego rządu. Nina Witoszek nie pozostała z tyłu. Pobiegła donieść Norwegom, że Polacy „wybrali faszystoidalny rząd partii PiS, która maszeruje entuzjastycznie w kierunku autorytarnym” (Aftenposten, 19 stycznia 2016r) I ciągnie dalej, że PiS zaczął rządzić krajem drogą wojny błyskawicznej (Blitzkrig Hitlera), wymierzonej w demokrację konstytucyjną. Czytamy tam też, że partia ta niszczy „niezależne sądownictwo”.Tu trzeba być naprawdę panią profesor Niną Witoszek,  żeby tak łgać. Albo być tak głupowatym. Od kiedy to w Polsce było „niezależne sądownictwo”? I od kogo niezależne?

Dalej ciągnie swój sznur kłamstw i pomówień twierdząc na przykład, że PiS napada na „wolną prasę drogą stosowania ideologicznej czystki wszystkich państwowych (czytaj: postkomunistycznych i postUBeckich) dziennikarzy”,  (tj. takich Borysków Budków ma się rozumieć). A przy tej okazji tj. zdobycia władzy PiS – o zgrozo! – wprowadza „nacjonalizację programów szkolnych i śpiewa o patriotyźmie w katolickim, antysemickim i antyeuropejskim Radiu Maryja”. Dalej już nie będę cytował mniemań i wymysłów  zacnej profesor Niny Witoszek, żeby nie drażnić czytelnika i nie doprowadzać go do wściekłości.

Muszę tutaj przypomnieć, że to oświecenie Norwegów  przez prof. Ninę Witoszek ukazało się w Afteposten zaledwie w ponad nieco trzy miesiące po przejęciu władzy  po PO/PSL, bo w styczniu 2016r.

Cztery miesiące później (Aftenposten, 30 maja 2016) pani prof. Nina Witoszek doszła do wniosku, iż nadszedł  czas, żeby znowu oświecić Norwegów. Zawyła wtedy: „Kobiece ofiary w nowej katolicko-nacjonalistycznej Polsce”. W tekście tym w skrócie powtarza  brednie, które zaprezentowała w styczniu, po czym wyjęła z majtek czołową „feministkę” w III RP, Magdalenę Środę. Nie omieszkała podkreślić, że M. Środa, to nie byle co, bo to tej miary „profesor filozofii na Uniwersytecie Warszawskim” (coś prawie jak Witoszek w Oslo), po czym wymieniła jej najważniejsze mniemania i sformułowała to (prof. Witoszek) tak – cytuję: „Tak stało się >katolicko-nacjonalistyczne społeczeństwo analfebatami zrodzone> – jak Środa to nazywa”.

To wszystko, i jeszcze więcej, według Witoszek, złożyło się na powstanie KOD. Ale co ciekawsze tutaj, to to, że sama Nina pisze, że KOD założono już w grudniu 2015 r., kiedy jeszcze rząd PiS-u nie został dobrze sformowany (zob. Aftenposten 30 maja 2016). Ale Nina Witoszek już wiedziała, że ten rząd jest „autorytarny i antykobiecy”, o czym informuje Norwegów. W związku z tym w całej Polsce odbędą się masowe demonstracje w każdą sobotę, żeby okazać swoje szerokie poparcie dla KOD-u. Po tej ważnej informacji, Witoszek donosi, że w Norwegii utworzono jaczejkę KOD-u, która będzie organizowała akcję poparcia w Oslo (4 czerwca 2016). Swój donos kończy tak:  „Polscy demokraci i polskie feministki potrzebują norweskiego poparcia”.  Od tego czasu minął już rok i ustrój demokratyczny nie zawalił się w Polsce. Za to padł KOD,  który został utworzony przez PO i stadninę michnikowską w celu obalenia nowego rządu poprzez zamieszki uliczne. W tym celu ulicę próbowano wzmocnić kobietami, jako że nie chodzi tu o obalenie rządu, ale o walkę przeciw zmianom ustawy o aborcji. Gwoli prawdy przypomnieć tu trzeba, że rząd B.Szydło i J.Kaczyński nie miał z tą sprawą nic wspólnego, bo to nie oni wyszli z tą inicjatywą. Z postulatami o zaostrzeniu prawa aborcyjnego wyszła grupa społeczna ludzi wierzących. W ustroju demokratycznym grupa ta, jak wszystkie inne o charakterze pokojowym, ma prawo wychodzić z taką, lub inną inicjatywą społeczną  do rządu. Czy taka inicjatywa zostanie przyjęta przez rząd do dalszej obróbki prawnej, to już inna sprawa. Tak się nieszczęśliwie złożyło dla KODziarstwa i t.zw. feministek, że rząd PiS-u odrzucił przyjęcie tej sprawy. Zdawałoby się, że sprawa została zamknięta i nie ma się dalej o co strzelać. Ale tak się nie stało. Opozycja totalitarna spod znaku KOD kontynuowała bicie w bębny i pompowanie propagandowe o konieczności wychodzenia na ulice i demonstrowania potrzeby obalenia rządu PiS.  Tym samym PO, KODziarstwo i  wspomagająca ich propagandowo stadnina michnikowska ukazały swe prawdziwe oblicze  demokratyczne: Tu nie chodziło o aborcję, lecz o obalenie rządu PiS-u poprzez ulicę. I tak sprawa się rypła. KOD pada dzisiaj na pysk, po części z winy jego wspaniałego wodza, Mateusza Kijowskiego, który – jak się dzisiaj okazało – zrobił sobie  sklepik w KOD i ukręcił 121 000 zł. do swojej kieszeni, za co wyleciał z zarządu KOD-u i dzisiaj szuka sposobu odbicia się od dna, żeby znowu wypłynąć na powierzchnię. Dzisiaj (koniec czerwca 2017) przystąpiono do pompowania propagandowego „nowego” ruchu,  „Obywatele RP”, jako alternatywę dla tonącego KODziarstwa i jako ewentualny jego ersatz.

A co z kobietami i „feministkami”, nad których losem Witoszek tak bardzo boleje? Przecież ich na pastwę losu nie mogła pozostawić, zwłaszcza w sytuacji kiedy można je było użyć, żeby znowu dokopać PiS-owi, rządowi B.Szydło i innym, których prof. Nina Witoszek nie lubi w Polsce.Wyciągnęła swoim zwyczajem znowu armatkę wodną i polała wodą:  „rząd polski odbiera kobietom  ciężko wywalczoną sobie wolność”.  (Aftenposten, 26 czerwca 2017 r.). ”Młodzi Polacy mówią, że żyją w Absurdistanie”.  Po czym następuje wylew kłamstw, pomówień, przekrętów i oszczerstw pod adresem PiS, polityki wewnętrznej tej partii i obozu antylewackiego. Momentami aż trudno uwierzyć, że ktoś może być tak głupowato złośliwy. Trzeba tu powiedzieć, że co jak co, ale Witoszek łgać potrafi. Przy tym nie nie żadnych skrupułów. Świetnie wpisuje się tym w poczet postPRLowskich „łże elit”. Opozycja totalna będzie na pewno z Witoszek zadowolona.

Można bardzo łatwo wypunktować i zdemaskować wszystkie zawarte w jej tekstach kłamstwa, brednie i banialuki. Ale trzeba by było napisać trzy, albo cztery takie artykuły. A może i nawet książkę.  Kto by to czytał?  Prof. Nina o tym wie i dlatego może sobie pozwolić na swobodę nieograniczonego lania wody i ogłupiania ludzi. Dlatego zajmę się tutaj tylko paroma przykładami.

Pisze na przykład, że rozmawiała z młodymi Polakami w Polsce, którzy powiedzieli jej, „że żyją w Absurdistanie”,  czym sugeruje Norwegom, że Polska pod rządami PiS znajduje się kulturowo w okolicach Kazachstanu i Afganistanu. Jacy to są „młodzi Polacy”? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Są oni na pewno wymysłem Witoszek. Ale nie koniecznie. Możemy się domyśleć, że są to młodzi Polacy z okolic „Krytyki Politycznej”, „Mantify”, albo innych tworów michnikoidalnych z wokół synagogi przy ulicy Czerskiej w Warszawie.

Ja mogę również powiedzieć, że rozmawiałem ze starszymi i młodymi Polakami, bo naprawdę rozmawiałem – o ludziach z wokół „Krytyki Politycznej”, „Mantify”, KOD-u, Gaz. Wyborczej, „Obywatele RP” it.p. ideowo typów, to powiedzieli mi, że te środowiska, to taki warszawski ZASRANISTAN, który próbuje swoim odorem ideologicznym promieniować na całą Polskę, a także poza granicę, głównie na Zachód poprzez takie okazy, jak np. Nina Witoszek w Norwegii.

Nieco dalej przypomina, co już przedtem doniosła Norwegom na  PiS. Więc to – zdaniem Witoszek – jest już znane Norwegom. To zaś, co jeszcze nie jest znane, to to, że PiS usiłuje „odebrać kobietom ich ciężko wywalczoną wolność”.  I jako współsprawców zamachu na kobiety polskie wymienia gazetę „narodowo-katolicką”, „Nasz Dzennik” i „Radio Maryja”, jako ośrodki propagandy antylewackiej, których Witoszek nie cierpi, bo głoszą takie poglądy, które deformują jej wyimaginowaną sobie rzeczywistość. Wyciąga więc wniosek i podpowiada Norwegom, że taka Polska stanowi zagrożenie nie tylko Europie, ale i w Norwegii. Dlatego oczekuje, że Norwedzy będą interweniować w Polsce, aby wesprzeć postkomunistów, UBekistan i hodowane przez niech szczeniackie lewactwo.

W innym miejscu pisze, iż niezadowolenie z rządów  PiS jest tak ogromne, że Polska topi się w fali protestów, po czym jako przykład przytacza „czarne marsze”  kobiet, które stoją na deszczu i krzyczą rozpaczliwie: „Trzymajcie swoje różańce z daleka od naszych jajników”.  Tego banera osobiście nie widziałem na tych manifestacjach. Przytaczam to hasło za N.Witoszek z jej wynurzeń naukowych. Widziałem za to inne, które są równie interesujące, dlatego przytaczam je poniżej jako przykłady.

Protesty te poparła cała opozycja totalitarna a oprawę propagandową zapewniła im, m.in. „Gazeta Wyborcza”, z którą trzyma prof. Nina Witoszek. Na jednej, a może na wielu innych, takich demonstracji był widoczny Sewek Blumsztein, jeden z pismaków tej gazety. Trzymał plakat z hasłem „Pierdolę – Nie rodzę”. Zaś 3 października 2016r. odbyła się kolejna demonstracja – o czym donosi Norwegom Witoszek – jako „Czarny Protest”w Warszawie. Przybyło około 5000 rozmaitych wiekiem przekup. W innych miastach było tych demonstracji też trochę, ale dużo mniej liczebnie. Na wszystkich transparentach i plakatach były wypisane wulgarne hasła, spóźnione postulaty i oczekiwania, m.in. takie:

„Macice wyklęte”

„Moja wagina – nie twoja broszka”

„Moja macica” – mój wybór”

„Jarek nie zaglądaj nam do naszych szparek”

„Beata, niestety ten rząd obalą kobiety”

„Drżyjcie Kaczuchy, ten rząd obalą dziewuchy”

Po jednej z takich demonstracji w Warszawie zadzwoniłem do znajomego:

-Co to są za kobiety i dziewuchy, które chcą ten rząd obalić? – zapytałem.

-Te, co mają szparki w poprzek – odpowiedział.

W innym miejscu prof. Witoszek poucza Norwegów, że poprzedni rząd (PO/PSL) był „rządem proeuropejskim”  w przeciwieństwie do obecnego PiS. Tamten rząd nie pouczał Polaków o patriotyźmie i nie dawał im „moralnego kompasu”.  W to miejsce za to używał „statystyk, które wskazywały na wzrost ekonomiczny” i na „spadające bezrobocie”. Tutaj muszę przyznać, że nic z tego pojmuję: czy ten człowiek niewiele rozumie, czy tylko udaje głupowatego? Rząd PO/PSL to mafia złodziei i oszustów. To właśnie za ich rządów powstały największe przekręty finansowe, afera „Amber Gold”, szwindel nieruchomościami w Warszawie (Hajka Gronkiewicz Waltz), milionowa afera w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, rozprawy sądowe „na telefon” i cały szereg innych skandali i afer, w które zamieszani są czołowi politycy PO/PSL.

A spadek bezrobocia? A owszem był, ale drogą wygnania z Polski 2,5 miliona bezrobotnych Polaków. To właśnie za rządów PO/PSL wyemigrowało z Polski najwięcej ludzi. Do W.Brytanii ponad milion a do samej Norwegii prawie 180 000. A Niemcy, Francja, Austria, Holandia, Belgia?  Witoszek robi Norwegom wodę z mózgu. W jakim celu? Może dlatego, że tak sobie życzy UBekistan z Szetyną, Petru, Łozińskim (nowy szef KODziarstwa), „Obywatele RP” i im pokrewny motłoch postPRLowski?!

Prof. Nina Witoszek jest znaną specjalistką w naukowym majaczeniu. Odsłonił to norweski student filozofii na Uniwersytecie w Oslo, Oskar Dybedahl, w artykule „Den uredelige professoren („Nieuczciwy profesor”), opublikowanym w dzienniku „Klassepampen” (4 grudnia 2014 r.). Dybedahl pisze, że gdy zajrzy się w karty Witoszek, to znadujemy  tam manipulowanie źródłami (informacji) i tendencyjne ich odczytywanie. Jest nieuczciwa intelektualnie, czym przyczynia się do ogłupiania debat i obniżania ich poziomu intelektualnego, zamiast podwyższania wiedzy.

To, co robi, to wyrywa z kontekstu zdania-cytaty, manipuluje tymi cytatami i łże. Tym postępowaniem Witoszek uczyniła się winnym naukowego szachrajstwa; akademickiego oszukiwania. Zarzucił jej i udokumentował , że nie respektuje ona zasad akademickich o uczciwym używaniu źródeł wiedzy. Wyizolowane słowa i wyrażenia wyrywa ze zdań, które wchodzą w całość informacji – tak, że całą myśl przewodnią obraca o 180 stopni, stawiając ją na głowie. Gorzej, cytaty, które przytacza, jako źródło, kieruje czytelnika do książek, które w ogóle nie istnieją. I podsumowuje ją tak:  Motywem przewodnim jej argumentacji jest brak kontekstu, przekręcanie faktów i nieuczciwość. Witoszek próbowała odpowiedzieć mu na zarzuty i zamiast odnieść do sprawy w sposób merytoryczny, przeniosła polemikę w sposób nonszalancki na inne pole. Niesłychane, wedlug Witoszek – jak Oscar Dybedahl, student, śmiał zakwestionować wynurzenia państwowego profesora. I zbyła jego krytykę tym, Dybedahl jest „złośliwy” a jego wywód „trującą zupą z muchomora”.

W obronie tego studenta stanął emerytowany profesor filozofii Jon Hellesnes  wykazując, że Witoszek jest osobą niepoważną i że w swoich artykułach blefuje. Wskazał przy tym, że Oscar Dybedahl wyszedł z tezą, iż artykuły Niny Witoszek zawierają błędy i łgarstwa. I tezę tę udokumentował gruntownie.

Tak sprawa się rypła i Witoszek zamilkła na przeszło rok czasu. Schowała się jak mysz pod miotłą licząc, że szum jaki wywołała z czasem przeminie i ludzie zapomną całą hecę. Po przeszło roku (styczeń 2016) wylazła spod miotły, przeciągnęła się, ziewnęła i wzięła się za pisanie donosów na Polskę i jej mieszkańców. 19 stycznia 2016 r. opublikowała w „Aftenposten” artykuł pt. „Nar verden er trolsk, blir man katolsk” (Kiedy świat jest zaczarowany, człowiek staje się katolikiem), gdzie usiłowała przyłożyć boleśnie PiS-owi, rządowi B. Szydło, prezydentowi A.Dudzie, J.Kaczyńskiemu, Radiu Maryja i katolikom w ogóle. (zob.też artykuły pisane w tym samym duchu w „Aftenposten” z 30 maja 2016 i 26 czerwca 2017).

Nie wiem, co skłoniło Witoszek do podjęcia się roli donosiciela. Może chęć ponownego zaistnienia po okresie siedzenia pod miotłą?  A może jakieś zobowiązania wobec postkomuny i SBekistanu spod  znaku PO, PSL, „Nowoczesnej”, „Obywatele RP” i KOD?  A może cel miała jeszcze inny: zwekslować swoje wymądrzanie się na inny tor, żeby nie zderzyć się ponownie z tymi Norwegami, którzy odsłonili ją jako nieuczciwego, napuszonego, aroganckiego i złośliwego „naukowca?

Pisarz norweski, Kjartan Flogstad, w swej książce („Etter i saumane”, Gyldendal Norsk Forlag AS, 2016,  str. 269-270), porównał naukowość Niny Witoszek ze skandalistą, lekarzem Sunbo, który na przełomie lat 2005/2006 został zdemaskowany jako oszust naukowy. Dopuścił się bowiem sfabrykownia wyników badań medycznych i przedłożył je do opoblikowania w renomowanym angielskim czasopiśmie medycznym „The Lancet”. Pisarz wskazuje tu, że wkład Niny Witoszek w naukę jest na takim samym poziomie. Sundbo, po zdemaskowaniu fałszerstwa, został usunięty ze wszystkich stanowisk, odebrano mu stopień doktora i został zameldowany na policję. Natomiast z Witoszek nic takiego się nie stało. Osłaniana przez przyjaciół z pewnych ośrodków politycznych i prasowych, mogła Witoszek przemilczeć całą krytykę i potem produkować nadal swe majaki, jakby nigdy nic przedtem nie było. W związku z powyższym Flogstad wskazuje na różnicę między medycyną i naukami ścisłymi po jednej stronie a naukami humanistycznymi po drugiej. W dziedzinie np. historii osoby na stanowiskach decyzyjnych (wpływowych) mogą gadać i pisać, co im tylko przyjdzie do głowy i nazywać to  ”naukowością”.

Przypadek Niny Witoszek ukazuje nam, że można dowolnie fabrykować historyjki, wymyślać bajki, paplać banialuki ile się chce, byle tylko nie kolidowały z panującą poprawnością polityczną i zadowalały mocodawców i sitwy, z którą się trzyma. I już wszystko będzie w porządku – dodaje na koniec.

Władysław Gauza

Lipiec 2017

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*