A MOŻE ZROBIĆ DEKOMUNIZACJE

A MOZE ZROBIC  DEKOMUNIZACJE PO EUROPEJSKU?

W związku z sejmową awanturą, wywołaną 16 grudnia 2016 roku przez tzw. „opozycję” (P.O. „Nowoczesna”  i K.O.D.), funkcjonującą jako polityczna Gwardia Ludowa poskomunistów, UBeków i innych byłych kolaborantów polskich,  TVP-Polonia nadała zaraz po świętach B.N. krótki wywiad z Prokuratorem Generalnym, Zbigniewem Ziobro, który na pytanie dziennikarza o przyczyny zaistniałej sytuacji odpowiedział:  „Dlatego, że nie było w Polsce dekomunizacji i dezUBekizacji!”  A na następne pytanie: „Dlaczego nie było dekomunizacji i dezUBekizacji?”  –  Ziobro odpowiedział:  „Bo nie było woli ku temu.”

Tak, to prawda. Ale tę wolę przecież można wywołać. Naród, który pragnie być niepodległym musi najpierw mieć wolę do bycia niepodległym. Bez tej woli nigdy nie będzie niepodległym.

Tę wolę wywołuje zawsze jakiś byt polityczny, ruch, stronnictwo, partia,  czyli jakaś  formacja polityczna, która dąży do tak wytyczonego sobie celu poprzez odpowiednią, działalność propagandową i oświatową.

W III RP pookrągłostołowej takiego bytu politycznego, który by miał w programie dekomunizację i dezUBekizację, nie było. Co prawda, były i są grupy Polaków, ktorzy coś  czują, a nawet wiedzą, gdzie „pies jest pogrzebany”, ale wykrzykiwanie: „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę!”,  nie wystarcza. Wroga należy najpierw zdefiniować, zidentyfikować a następnie go zlokalizować, ustalić, gdzie on się zagnieździł i ukrył, nawet już w trzecim pokoleniu.  Następnie poszukać metody jego unicestwienia.

Wnuków sowieckich kolaborantów zlustrować po europejsku będzie raczej trudno, chociaż nie jest to niemożliwe. Można będzie, po ich zidentyfikowaniu, co najwyżej zepchnąć na takie pozycje, które nie dadzą im możliwości szkodzenia Polsce. To z kolei oznacza zablokowanie im możliwości udziału w formowaniu polityki polskiej na szczeblu państwowym i samorządowym.

 Natomiast ich dzieci, które w ostatnich paru latach zostały – trafnie zresztą – zdefiniowane   jako „resortowe”, poddać lustracji jest nie trudno. Zwłaszcza dzisiaj w dobie tak szerokiego i powszechnego dostępu do informacji poprzez internett, telefony komórkowe i inne środki masowej komunikacji powszechnej. Korzystając z wyżej wymienionych narzędzi wyszukiwania danych, łatwo będzie ustalić, kto jest kim, skąd wywodzi się ideowo i komu służy. To zaś ustalić daje się metodą: „powiedz mi z kim się zadajesz, powiem ci kim jesteś”, bo przecież  „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. A czym „skorupka” w domu komunistycznym, czy kolaboranckim może nasiąknąć? Po ustaleniu i zajestrowaniu tych danych, można  im z czystym sumieniem wskazać po europejsku (np. norwesku lub francusku) ich miejsce i pozycję w społeczeństwie i narodzie.

Ale najpierw – kim są ci ludzie, skąd pochodzą kulturowo i ideowo? I gdzie głęboko tkwią korzeniami?  I dalej: Komu zawdzięczają swoją dzisiejszą pozycję, status społeczny i stanowiska jakie piastują? A zwłaszcza te bardzo dochodowe w najważniejszych sektorach życia publicznego, na przykład w polityce, w mediach (t.j. w środkach masowej indoktrynacji – w telewizji, prasie i w przodujących portalach internetowych), w kulturze (film, teatr wydawnictwa itp.), w sądownictwie, na uczelniach it.p. instytucjach resortowych.? I tutaj

właśnie warto odświerzyć sobie pamięć, jak to tam było z początkami t.zw. PRL-u i porodem dzisiejszych „elit” III RP.

Faktem niezaprzeczalnym jest to, że władze w PRL,  na początku, z B.Bierutem na czele, wykreowano pod parasolem wojsk okupacyjnych Związku Sowieckiego. I dokładnie tak (według tego samego szablonu), jak władze V.Quislinga w Norwegii i Ph.Petaina  we Francji ustanowiono pod parasolem wojsk okupacyjnych niemieckich. Wszystkie wyżej wymienione władze kolaborantów ustanowione i zainstalowane zostały według tego samego znanego  schematu. I wszędzie kliki kolaborantów  panowały tak długo, jak długo wojska okupacyjne były obecne w granicach ich państwa. W Polsce, nawet po t.zw. „obaleniu komunizmu”, jeszcze przez kilka  lat (do 1993r.),  wojska okupacyjne były obecne na terytorium państwa polskiego w celu ochraniania i ratowania swoich kolaborantów.

Pierwsze pokolenie czerwonej stadniny kolaborantów przywleczone zostało do Polski ze wschodu. Po części z Taszkientu, Kujbyszewa, poprzez Moskwę, podmoskiewską „Willę Roskoszy”, Lublin (PKWN) do Warszawy na sowieckich czołgach i wsparte fizycznie bolszewickimi bagnetami, żeby mogli utrzymać się przy władzy nad Polakami. To właśnie oni konstruowali i budowali według wzorów bolszewickich i nazistowskich bandycki aparat kolaboracji i terroru. Ale nie zapominajmy tu, że też w tym czasie rozmnażali się i tworzyli siatkę znajomości, którą określa się dzisiaj mianem sitw. W Norwegii i np. we Francji proces ten trwał kilka lat. W Polsce kilkadziesiąt.

Ubeccy prokuratorzy, sędziowie, ministrowie, śledczy, aktywiści i funkcjonariusze partyjni (PPR/PZPR), czerwoni agitatorzy wiecowi i cały szereg pomniejszych funków partyjnych, kreatur gangstersko-mafijnych i miejscowej bandyterki wiejskiej z folwarcznych czworaków i fornali, uczestniczyło w tym zbójeckim, zbrodniczym i antypolskim procederze. Inteligencja polska została wymordowana w czasie wojny przez obu agresorów w czasie trwania ich okupacji w Polsce. Te zaś resztki, które ocalały, nie kwapiły się do wspópracy z kolejnym okupantem. Okupantowi i jego kolaborantom pozostało oprzeć się na ludziach gotowych się ześwinić. Z tych czworaków;  ze statusu fornali i parobków wyciągnięto ich pod hasłem „awansu społecznego”, pouczając przy tym, że:  „Nie matura, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Dobrze to widać, kiedy zabierają głos. Ładnie ubrani w garnitur od Armaniego, ale  od spodu wyłazi chałat albo słoma z butów.

I tak masowo tworzono nam tychże „oficerów”,  jako fundament  nowych „elit”, przez ponad 45 lat, tj. do czasu Magdalenki i Okrągłego Stołu, kiedy to nagle ci lepiej szkoleni dostrzegli, że trzeba coś koniecznie zmienić, żeby utrzymać się przy władzy. Owych „oficerów” zdążyli już wyprodukować w takiej ilości, że mogli nimi obsadzić najważniejsze sektory życia publicznego od UB/SB począwszy – poprzez media, sądownictwo, uczelnie, satelickie stronnictwa polityczne  a la ZSL, SD, PAX  i t.p., a na wojskowych służbach specjalnych skończywszy. Ale, co stało się z tymi masowo wyprodukowanymi „oficerami” po Okrągłym Stole?!  Może warto zastanowić się nad tym pytaniem i znaleźć odpowiedź?

Zaraz po tym „doniosłym” wydarzeniu, bogato zakrapianym alkoholem i pobogosławionym przez wysokich dostojników Kościoła Katolickiego, ogłoszono szumnie, wszem i wobec,

4 czerwca 1989 roku na forum sejmu „koniec komunizmu” w Polsce. Do tego momentu mieliśmy dziesiątki, a nawet setki tysięcy misjonarzy komunistycznych. A za dekady

E.Gierka ponoć prawie 3 miliony. Kiedy 4 czerwca ogłoszono w sejmie PRLowskim, że w Polsce skończył się komunizm, to…?  Czy to oznacza, że już nazajutrz  5 czerwca – no nie bądźmy już tak dokładni, więc powiedzmy – 30 czerwca, no i trochę później –  nie było już w

Polsce komunistów?! Bo, co? – gwałtownie wyparowali do Związku Sowieckiego? Tam, skąd zostali przywleczeni do Polski?  Nic podobnego. I każdy to wie. Zostali w Polsce. A wielu z

nich, n.p. z  tak zwanej  „Frakcji żydowskiej” PPR,  nawet wróciło  do Polski. Gdzie ci ludzie się podziali? Zeszli do podziemia i z tamtąd prowadzą walkę o odzyskanie władzy w Polsce?

Ale idźmy dalej. Nie oszukujmy się nawzajem. Przecież ONI  (to z tytułu książki Teresy Torańskiej „ONI”) mieli rodziny i wynikłe z tego rozmaite pokrewne powiązania. Mieli żony, mężów, kochanków, ciotki i pociotki, dzieci i wnuków. Od 1944 roku do 1989 nazbierało się tego co nie miara i powiązało wzajemnie, tworząc gęstą sieć sitw, klik i rozmaitych koterii, znamionujących typową mafię sycylijską.

Kiedy przyszedł czas i olśnienie, że dalej w ten sposób doić Polaków się nie da, bo za bardzo wierzgają nogami, trzeba było coś zmienić. Zaczęli od gwałtownej  zmiany opakowań politycznych. Zaprezentowali się w rozmaitych nowych dekoracjach i kostiumach ideowych

Wszystko to w celu, żeby maksymalnie zamglić i zaciemnić polską scenę polityczną i w tej ciemności ukryć swoją zawartość i DNA, a wiec głównie pochodzenie ideowe, duchowość, mentalność, tradycje, korzenie it.p. właściwości ukazujące ich osobowość. Linki prowadzące do źródeł, z których te dzisiejsze „elity” wypłynęły na powierzchnię polskiej sceny politycznej, można dzisiaj w dobie internetu bez większego trudu znaleźć w sieci. Są one dostępne dla wszystkich.

Od czasu Magdalenki i Okrągłego Stołu, t.j. od 1989 roku, byliśmy świadkami procesu przepoczwarzania się czerwonych larw (dzieci i wnuków) w niewinne, ujmujące kolorami piękne motylki, frywolnie hasające po polskiej scenie politycznej. Przytulajcie się do nas. Zachwycajcie się nami. My już nie jesteśmy tymi samymi. (?)      Rozpychając się łokciami i nogami,  włażą na afisz podnosząc wysoko sztandar prawdziwej (t.j. w ich mniemaniu) demokracji, szeroko pojętej tolerancji i wolności, licząc po cichu, że ciągle znajdą głupich i naiwnych politycznie Polaków, którzy dadzą się nabrać na ich „bardzo mądre” gadanie.

Podsumowując sprawę: Dzisiejsza stadnina postkomunistyczna i UBecka/SBecka, funkcjonująca jako „elita” polska, jest „elitą”, która wyrosła z działalności kryminalnej jej przodków; dziadków, ojców i wójków. Zatem jest to elita pochodząca z przestępstwa. Ale samo stwierdzenie faktu, że poskomunistyczna elita – te dzieci i wnuki stalinowskich oprawców i bandziorów – jest zjawiskiem realnym, odczuwalnym na codzień  i widocznym gołym okiem,  przez tych, którzy mają wyostrzony „wzrok” polityczny, nie wystarcza. Bo swoją obecnością, aktywnością polityczną i kulturalną, swoimi wymaganiami i ogólnym zachowaniem, aroganckim i pyszałkowatym, wywołuje u normalnych ludzi frustrację i wściekłość, która przeradza się we wrogość i nienawiść do dzisiejszego drugiego i trzeciego pokolenia postkomunistycznych i UBeckich  potomków. Dlaczego?  Bo, czy da się prawnie i moralnie uzasadnić fakt, żeby ofiary komunistycznych zbrodni, bestialstwa, okrócieństwa i gangsterskiego rabunku  nadal pracowały niewolniczo na rzecz powiększania dóbr materialnych i pozycji społecznej ludzi, których osiągnięte, po Magdalence i Okrągłym Stole, dobra i status społeczny pochodzą w prostej linii z przestępstwa ich rodziców? – z ich kryminalnej działalności?!

Chyba nie zaszkodzi tutaj przypomnieć, że w prawach wszystkich cywilizowanych państw jest paragraf mówiący, że dobra pochodzące – t.zn. uzyskane – z  przestępczej działalności, podlegają konfiskacie. Zaś, według obowiązującej na całym świecie definicji, ludzie, którzy

współpracowali z okupantem i wspomagali go aktywnie słowem i czynem w tworzeniu, instalowaniu i w wzmacnianiu poprzez wdrażanie w życie narodowe i społeczne wrogiego obcego systemu, byli zawsze i będą zawsze kolaborantami i zdrajcami spraw narodowych. A kolaboracja – współpraca z wrogiem – była zawsze i jest do dzisiaj przestępstwem. Przy czym czas trwania kolaboracji, pięć (5) lat, czy czterdzieści pięć (45),  nie zmienia samego faktu – ani też jej kwalifikacji.

Faktem niepodważalnym jest to, że  Quisling, Petain, Bierut-Gomułka-Jaruzelski w jednym stali domu (w Europie). Quisling i Petain na Zachodzie. Bierut-Gomułka-Jaruzelski na Wschodzie.

Vidkun Quisling był szefem partii N.S. (Nasjonal Samling). Partii, która przed drugą wojną światową była niewiele znaczącą formacją polityczną. Partia ta nie była w tym okresie agenturą nazistowską w Norwegii, jak n.p. KPP (Komunistyczna Partia Polski), która była agenturą bolszewicką w Polsce. Qusling i jego stadnina ideowa N.S., otrzymała władzę w Norwegii z rąk Adolfa Hitlera. Quisling, który stał się symbolem kolaboracji (Quisling = kolaborant), został głową państwa norweskiego dzięki niemieckim bagnetom, czołgom i pieniądzom. Władzę dostał po zajęciu państwa norweskiego przez niemieckie siły zbrojne i po fakcie zaistnienia okupacji kraju. Dokładnie tak, jak t.zw. PPR/PZPR po dokonanym akcie okupacji państwa polskiego przez siły zbrojne Związku Sowieckiego.

W momencie, kiedy padł nazizm w Niemczech, zdechła w Norwegii stadnina N.S. z Quislingiem na czele. I to jest kolejny fakt, którego poważni ludzie nie będą próbowali podważać. Rządy Ph.Petaina we Francji zostały utworzone przez niemieckie siły okupacyjne po zajęciu tego państwa przez armię hitlerowską, a więc równie dokładnie jak rządy  Bieruta i ich PPR/PZPR po zajęciu naszego kraju przez armię stalinowską. Petain i jego rząd utrzymywany był u władzy w okolicznościach, odczuwalnej  na codzień obecności niemieckich bagnetów i czołgów. A w momencie, kiedy tychże nagle zabrakło, rząd i władza stała się bezwładna. I zakończała swą karierę i egzystencję przed Sądem Najwyższym Francji. Ale czy – kiedy padł rzekomo komunizm w Polsce – padła  również stadnina PZPR z Jaruzelskim, Kiszczakiem i resztą, składającą się 21 udekorowanych wysoce przez okupanta stopniami wojskowymi, tych, którzy tworzyli tak zwaną WRON?!

Ale zanim pójdziemy dalej w naszych rozważaniach o bandyckich systemach politycznych, warto postawić sobie pytanie: Czym różnił się nazizm od komunizmu? Odpowiedź nie jest trudna.  W teorii kolorem. Jeden był czerwony, a drugi brunatny. Jeden był międzynarodowy, a drugi narodowy, zaś w praktyce niczym. Oj, przepraszam – w praktyce komuniści i naziści

różnili się tym, że masowe ludobójstwo uprawiali poprzez stosowanie skrajnych temperatur. Komuniści, pod wodzą Stalina zamrażali ludzi za pochodzenie społeczne. Natomiast naziści pod przewodem Hitlera palili ludzi za pochodzenie narodowe. Nazizm, w swym stosunkowo

krótkim (paroletnim) czasie uśmiercił 50 milionów ludzi. Zaś komunizm w nieco dłuższym czasie w samej tylko Rosji (według historyków rosyjskich)  62 miliony.

Jedni i drudzy stosowali rasizm jako ideologię do  mobilizacji mas ludzkich. Naziści rasizm narodowy, komuniści rasizm społeczny. Rasizm był centralnym i decydującym elementem ideologii komunistycznej i nazistowskiej.. Przy pomocy tego właśnie elementu mafia rządząca (WKPb w Rosji,  NSDAiP w Niemczech, N.S. w Norwegii i PPR/PZPR w PRL) legalizowała swą wyłączność do sprawowania władzy nad innymi grupami ludności.

Teoria socjalizmu była teorią o Endlosung (ostatecznego rozwiązania kwestii społecznej).

I taką była na długo przed powstaniem faszyzmu i nazizmu. Ideologia nazistowska również była oparta na teorii Endlosung. Tyle że kwestii narodowej. Zauważmy tu przy tej okazji, kto na kim mógł się wzorować – naziści na komunistach/bolszewikach, czy odwrotnie? Faktem  jest, że komunistyczna teoria o Endlosung kwestii społecznej została zastosowana przez nazistów jako wzór do rozwiązania kwestii żydowskiej.

Dwie najbardziej zbrodnicze i antyludzkie dyktatury totalitarne, jakich doświadczyła Europa w XX wieku, a szczególnie Polska w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej, mają cały szereg wspólnych cech charakterystycznych, z których cztery podstawowe, to:

  • Likwiduje się wszelką wolność prasy, wydawnictw, dostęp do informacji, wolność stowarzyszania i organizowania się obywateli według ich potrzeb życiowych. Niezależną prasę i istniejące organizacje rozbija się, lub przekształca  w instytucje kontrolowane, kierowane przez klikę rządzącą i służące jedynie celom tej kliki, zwącej się „partią rządzącą”.
  • Aparat sądowniczy zostaje przekształcony w narzędzie sitwy rządzącej do strzeżenia jej partykularnych interesów. Prawo ustanawia się pod kątem strzeżenia interesów gangu rządzącego. Sądy stają się organami kliki do obrony jej wszechwładzy.
  • Obowiązuje jeden kierunek w literaturze, sztuce, nauce i szkolnictwie. Jest to kierunek, który ściśle i bez reszty ma służyć celom sitwy sprawującej niepodzielną władzę.
  • Stworzony zostaje silny aparat tajnej policji politycznej, obejmującej wszystko i wszystkich swą kontrolą. Policja (milicja), służby wywiadowcze i wojsko, stają się organami kliki sprawującej dyktaturę i pełnią funkcję narzędzia jej obrony.

Takich cech charakteryzujących system bandyckich władz można przytoczyć jeszcze co najmniej dziesięć. Ale już tylko krótka analiza tych czterech właściwości znamionujących dyktatury totalitarne  i ich przestrzepów w PRL, we Francji, w Norwegii i wielu innych krajach, pozwala pojąć jak ważna jest konieczność przeprowadzenia gruntownej lustracji. Jeżeli Francuzi, Holendrzy, Norwedzy i inni to rozumieli, to trudno pojąć, dlaczego Polacy nie potrafią tego pojąć. Mamy tu  bowiem do czynienia z formacją tego rodzaju ludzi,  którzy żyli w innym świecie i teraz nie są w stanie przestawić się na nowe tory rozumowania i przystosować się do nowych okoliczności politycznych. Im było przedtem bardzo dobrze. A teraz najprawdopodobniej idzie ku gorszemu. A tak naprawdę nie wiadomo ku czemu. Więc z natury rzeczy będą czynić wszystko, żeby hamować i sabotować przekształcenia ustrojowe. Jak się nie da pod „pod stołem”, to będą to czynić „na stole” demonstracjami i rozruchami ulicznymi.

Będą wkładać kij w szprychy koła państwowego, sypać piasek w tryby maszyny państwowej, rzucać kłody pod nogi władzy wybranej w demokratycznym procesie, aby nie  osiągnęła jakiegokolwiek sukcesu.

Bo każdy sukces takiej władzy, to minus dla  pogrobowców totalitaryzmu i potomków czerwonej stadniny.

Dlatego postkomunistyczne sitwy, koterie i klany tkwiące w układach na uniwersytetach, w wymiarze sprawiedliwości , w wojsku, w środkach masowego przekazu i innych organach państwowych,  tak zaciekle bronią się przed konkretną lustracją.

Antoni Maciarewicz, kiedy nadarzyła się okazja,  rozwalił Wojskowe Służby Informacyjne (WSI).  Wiedział, co robi. Szkoda, że nie udało mu się wówczas roztrzaskać

postkomunistycznych układów w wojsku PRL-owskim. Mielibyśmy dzisiaj mniej byłych kolaborantów opakowanych w mundury generałów i pułkowników, zza rogu wpływających na politykę państwa polskiego.

Wielu Polaków pamięta, a między nimi niżej podpisany, ile to było skowyczenia, które zresztą daje się usłyszeć od czasu do czasu i dzisiaj, że kiedy A.Macierewicz  rozwalił

W.S.I ., to prawie rozwalił jeden z najważniejszych  członów systemu obronnego „Państwa  Polskiego”. I przy tym podkreśla się zaraz, ile państwo polskie straciło na tym. Ale nie mówi się przy tym, że były to służby nie państwowe, lecz komunistyczne. Zobacz: punkt nr. 4 wyżej.

Ludzi, którzy przez piędziesiąt (50) lat byli przyuczani do pełnienia  roli służebnej wobec tej samej sitwy;  tej samej kliki, do strzeżenia jej interesów, nie potrafią już inaczej. W tak długim czasie nabrali takich nawyków i przyzwyczajeń, że… No, spróbujcie ich od tego odciągnąć i „wyprostować”. W tak długim okresie czasu zdołali przecież powiązać się klikowo, klanowo i sitwowo ze sobą; tak głęboko zakotwiczyć się w układzie i nawzajem uzależnić ekonomicznie od siebie, że dzisiaj są w ogóle niezdolni do innych zachowań. Poza tym poczucie osierocenia też wywołuje skutki negatywne w psychice tych ludzi. To nie jest takie samo poczucie bezbieczeństwa. Skończyła się opieka  płynąca z Moskwy, to rzucili się do służenia innym. Po trochu Berlinowi a głównie Brukseli.  „Kochamy cię Europo!” – pojękują z nadzieją, że ktoś się tam nad nimi zlituje i zostaną usłyszeni. Biedacy. My pod waszą opiekę … Jak ci za cara – „Przed Twe oblicze zanosim błaganie,…

Punkt 2, charakteryzujący dyktatury totalitarne,  czyli aparat sądowniczy. Komu miał służyć? Co tu dużo mówić?

„Nowa ustawa o ustroju sądów powszechnych z 20 lipca 1950 roku stawia sądom szereg zupełnie konkretnych zadań…”  Według przepisów wynikających z tej ustawy:

1)  Na stanowisko sędziowskie może być mianowany tylko ten <kto daje rejkomię należytego wykonywania obowiązków sędziego w Polsce Ludowej, t.j. ten, kto nie nasuwa wątpliwości co do swej  „ wierności względem ustroju i władz demokratycznych Pństwa Polskiego”…

Mając na uwadze, że za szyldem „władzy demokratycznej” w czasach PRL-u kryła się klika czerwonych kolaborantów pod nazwą „PPR/PZPR”, wiemy jak byli dobierani sędziowie i czyje interesy mieli chronić. Ustawa z  20 lipca 1952 roku nie została anulowana do dzisiaj.

Obowiązuje zatem nadal członków mafii występujących publicznie z orłami na piersiach. Miały ponoć miejsce jakieś zabiegi kosmetyczne , żeby tego nie było tak widać, ale nie wiadomo dokładnie, jak to się zakończyło. Wygląda, że chyba na tym, kiedy publicznie prof. A.Strzembosz  25 lat temu oświadczył autorytatywnie, że „sędziowie sami się zlustrują”. Profesora Strzembosza niedawno ośmieszył gruntownie prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, Ryszard Milewski. Ukazał bowiem w całej jaskrawości,  komu sędziowie w Polsce służą i czyje interesy ochraniają. Sędzia Milewski za swoją otwartość został przykładnie ukarany. Został zesłany na wschód. Do Olsztyna na mało znaczące stanowisko. A prof. Adam Strzembosz? Ten nadal zabiera publicznie głos i nadal wyrokuje, łże i ośmiesza się.

2) „Sędzia obowiązany jest brać udział w działalności politycznej;”….  Politycznej?!  Hee?! Na czyją korzyść? W czyim interesie?  To  pokazał nam prezes „Trybunału Konstytucyjnego”, Andrzej Rzepliński w swych publicznych głupowatych wystąpieniach w Polsce i na Zachodzie, a poparli go gorąco jego poprzednicy, typy tego samego rodzaju, Stępień i Zoll. . Przypomnijmy sobie, że ten t.zw. „Trybunał Konstytucyjny”, to twór, wykreowany i niby prawnie  ustanowiony w czasie realnej okupacji państwa polskiego (obecność obcych wojsk) przez Związek Sowiecki w roku 1984.   Władzę w tym czasie na obszarze państwa polskiego reprezentowała klika kolaborantów pod wodzą Wojciecha Jaruzelskiego – klika opakowana na tą okoliczność w polskie mundury generalskie.  Zresztą stan moralny sędziów w III RP ilustruje nie tylko w/w R.Milewski czy A.Rzepliński. Można tu jeszcze wspomnieć machinacje sędziów Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Sędziów, którzy kradną w biały dzień wiertarki i karty elektroniczne w sklepach  we Wrocławiu.. To ukazuje ich poziom rozumowania i stan moralny. W Polsce mówi się o potrzebie „reformy sądownictwa”. Według mojej wiedzy w tym przedmiocie, niewiele to pomoże. W Polsce dzisiejszej, w wymiarze sprawiedliwości, tj. w sądownictwie, prokuraturze i adwokaturze konieczna jest nie reforma, ale rewolucja. Inaczej, postkomunistyczne i UB/SBeckie złogi mafijne i koteryjne pozostaną, będą „pączkować” i nadal psuć.

Jak to tam naprawdę było z tym odzyskaniem „niepodległości”, to do dzisiaj niewiadomo dokładnie,  kiedy to się wydarzyło. Ponoć jednak, gdzieś coś tam było.  Ale ci, którzy chcieli wiedzieć, to wiedzą i pamiętają, że po Mgdalence i Okrągłym Stole, kiedy trzeba było sądzić kogoś z układu  za dokonane przestępstwo, to nie sposób było przeprowadzić rozprawy sądowej, bo sędzia „choruje” w dniu rozprawy, albo adwokaci stosują takie kruczki prawne, żeby sprawę odkładać w nieskończoność. Sprawy toczyły się przez wiele lat i wiele do dzisiaj nie jest zakończonych.  Prokuratorzy zaś, za odpowiednim „honorarium” (podanym pod stołem), nie znajdą „szkodliwości społecznej” wykroczenia, albo znajdują „charakter polityczny” sprawy.  Albo …  Jest to zrozumiałe, kiedy wiemy że całe watachy sędziów, prokuratorów i adwokatów w PRL, to byli oficerowie – majorzy, kapitanowie, podpułkownicy i nawet pułkownicy z KBW, później UB/SB i specjalnych służb wojskowych, (n.p.WSI),  którzy – dla zatarcia swej przestęoczej przeszłości – zostali przetransportowani (karuzela stanowisk) do pracy w wymiarze sprawiedliwości.

Dlatego na tym obszarze lustracja jest konieczna i niezbędna na równi z innymi, aby sędziów, prokuratorów i adwokatów uniezależnić od od układu postkomunistycznego.

 

Lustrację trzeba przeprowadzić na uczelniach, choćby z tego powodu, żeby uciąć PRL-owski sytem produkcji rozmaitych „naukowców”, „intelektualistów”, „autorytetów moralnych” i temu podobnych dyspozycyjnych z natury szarlatanów z tytułami akademickimi. Ciekawe byłoby ujawnienie, jak w okresie PRL-u tworzono „elity” polityczne, naukowe, kulturalne  poprzez sprzedaż i kupno tytułów naukowych i rozmaitych dyplomów akademickich; jak produkowano różnych publicystów, dziennikarzy i innych naganiaczy socjalistycznych, którzy dzisiaj szybko przestawili się na inne tory i znowu sprawnie funkcjonują  jako naganiacze na liberalizm, szeroko rozumianą  tolerancję i na Europę. („Kochamy cię Europo!”). Kim są ci ludzie z pochodzenia?  Jakie posiadają DNA? Jak stali się „naukowcami”? Dla przykładu w dużym stopniu wyjaśnia nam autor artykułu „Pożegnanie uniwersytetu”,  w czasopiśmie „ANEKS” , nr. 10, 1975 r , str. 87) . Cytuję ustęp:

Obserwując moich kolegów, którym się poszczęściło, zacząłem zdawać sobie sprawę, czym był w PRL-u przełom lat 60-tych i 70-tych, istniejący w pewnych rodzinach głód, czy też

snobizm na pracownika naukowego. Otóż w w pewnych wzbogaconych na PRL rodzinach i wywindowanych w górę całych środowiskach,  odkryłem niezwykle silne dążenie do posiadania w rodzinie  t.zw. naukowca  Ten snobizm wynikał z potrzeby pokrycia statusem naukowym dzieci własnego awansu społecznego, niejako zalegalizowania przypadkowości tego awansu i oczywiście ugruntowania osiągniętej pozycji. Nie jest przypadkiem, że grupa

społeczna młodych adeptów nauki (nie tylko Uniwersytetu), składała się w ogromnej większości z dzieci kierowniczych kół partyjnych, wojskowych, milicyjnych i urzędniczych.”

Tak, to były dzieci pierwszych kolaborantów. Wiemy z tego, jakie mamy polskie środowiska akademickie. Dzisiaj z tym samym DNA; z tą samą mentalnością i wynikające z niej rozumowanie i zachowania, mamy drugie i trzecie pokolenie, które nonszalancko pretenduje do bycia w Polsce elitą polityczną, kulturalną, społeczną i gospodarczą. To trzeba gruntownie zmienić.

Interesująca jest zaciekłość i zażartość, z jaką stadnina postkomunistycznych sitw i klanów walczy ze zwolennikami lustracji. Jakich używa argumentów i przewrotnych sformułowań, popartych oszczerstwami i chamskimi wyzwiskami. „Ciemnota PiS-owska!”, „Wyrżnąć tą watachę” – Radek Sikorski. „Deską w  łeb tych”…” ( co nie znami)  – Bull (były prezydent)  Komorowski na jednym z wieców  KODziarstwa. Takich przykładów mógłbym przytoczyć dużo więcej. Antylustracyjni naganiacze podkreślją przy tym, że oni nie są już tymi, kim byli przedtem i za kogo ich dzisiaj się uważa w Polsce. No dobrze. Ale który złodziej, czy pospolity bandzior, przyznał się kiedykolwiek publicznie , że jest złodziejem? Albo, że jego dziadek, ojciec, wójek czy ciotka, byli bandytami lub kolaborantami? Zaciekłość, z jaką bronią się jest interesująca. Z braku rzeczowej argumentacji zachowują się obraźliwie, obrzucając negatywnymi epitetami Polaków, którzy popierają działania dzisiejszej władzy PiS, „ciemnymi”, „prymitywnymi”,  i że np. ”niedorośli do Europy”, zapewne nie pojmując przy tym, że sądzą ich według siebie.  Na czasie zatem jest, żeby przypomnieć sobie (i poczuć się trochę Europejczykiem), jak  przeprowadzili u siebie lustrację tacy Europejczycy, jak na przykład Francuzi czy Norwedzy.

Zacznijmy od Francji. Bo „Francja-elegancja”  – jak to się mówi wśród naszych rodzimych pookrągłostołowych „europejczyków” i „liberałów”.

Po upadku Niemiec i nazistowskich władz okupacyjnych, Francuzi zrobili szybkie rozliczenie z tymi, którzy poszli na współpracę z okupantem i z reżimem w Vichy, na czele którego stał, nie tam jakiś byle jaki wojskowy z nominacji okupanta w postaci Jaruzelskiego, ale Philippe Petain, bohater narodowy Francji z I-wojny św. w stopniu marszałka.

Rozliczenie kolaborantów we Francji miało przebieg mało łagodny, ale nigdzie niekwestionowany i nie krytykowany, zresztą do dzisiaj.Według oficjalnych danych, bez oglądania się na sądy zastrzelono, powieszono i zapałowano kijami przez francuski ruch oporu ponad 8300 osób. Do tego doszło ponad 3500 wyroków śmierci wydanych przez sądy.

Z tego ułaskawiono ponad 1300 osób, którym wyroki zamieniono na dożywocie. Ponad 10500 stracono. W sumie przeprowadzono 130 000 rozpraw sądowych przeciw kolaborantom i innym zdrajcom spraw narodowych.

Za kolaborację z okupantem i zdradę spraw narodowych, przed Trybunałem Stanu stanął również marszałek Ph. Petain. Oprócz niego na ławie oskarżonych zasiedli m.innymi szef

rządu, Pierre Laval i szef pronazistowskiej milicji, Joseph Darmand (taki PRLowski Czesław Kiszczak).

Marszałek Ph.Petain, ten tak wysokiej rangi żołnierz, został przed procesem zdegradowany do stopnia szeregowego i skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. Prokurator, żądając kary śmierci, powiedział, że tak sławne nazwisko i poprzednie dokonania, nie mogą „chronić

zdrajcy”. Równie na karę śmierci skazani zostali P.Laval i J. Darmand. Na tych dwóch kolaborantach wyrok został wykonany. Petain został ułaskawiony ze względu na podeszły wiek (89 l.). Wyrok śmierci zamieniono mu na karę dożywocia, jaką odbył co do jednego dnia w więzieniu.

A Norwedzy?  Ci przeprowadzili lustrację bardziej prawnie, profesjonalnie i metodycznie. Samosądów nie było w takiej skali jak we Francji, gdzie kolaborantów uśmiercano bezlitośnie nie oglądając się na obowiązujące prawo i sądy. Ci, którzy uniknęli samosądów, a służyli aktywnie reżimowi Quislinga i jego kliki z N.S., zostali zlokalizowani i skrupulatnie zarejestrowani. Potem po kolei aresztowani i postawieni przed sądem i odpowiednio „wynagrodzeni”, według wkładu w budowanie ustroju spełniającego oczekiwania Hitlera i Berlina. Ludność Norwegii liczyła w 1945 roku około 3miliony 600 tysięcy. Według oficjalnych danych, lustracji poddano ponad 90 tysięcy osób (vide: „Den norske nasjonalsosialismen”, PAX  Forlag a/s, 1982). Z liczby tej sprawę sądową wytoczono 89 534 osobom.

Przyjrzyjmy się teraz, kto został poddany lustracji, aresztowany i postawiony przed sądem z oskarżenia o kolaborację i zdradę ojczyzny.

  • Ci, którzy zajmowali stanowiska urzędowe (byli mianowani z urzędu) w państwie Quislinga i przewodniej partii N.S., w województwach i gminach. >  1987 osób.
  • Byli aktywni w działalności N.S., pełnili funkcje i stanowiska w partii, działali w znazyfikowanych zakładch pracy i organizacjacjach. >   7 173 osoby.
  • Propagandziści. Ci, którzy prowadzili propagandę (naganiacze) na rzecz partii i na rzecz angażowania obywateli do służby w armii hitlerowskiej (Wehrmacht), to znaczy ci, którzy pracowali w prasie, w radiu i w rozmaitych wydawnictwach. A więc dziennikarze, rozmaici publicyści i t.p. gryzipiórki propagandowe. >  2 796 osób.
  • Aktywne członkostwo w organizacjach – przybudówkach jak organizacje młodzieżowe, (opowiednik PRLowskiego ZMS, ZMW i t.p.), wydziały zbrojne (takie, jak np. ORMO, ZOMO w PRL), ochronach nazistowskich przedsiębiorstw  (np SOK, lub Straż Ochrony Zakładów w PRL), Germanska SS, Werkschutz, strażnicy z ochrony obozów pracy przymusowej i temu podobnych kanalii.    > 9 800 osób.
  • Obywatele, którzy zaciągnęli się do wojska nazistowskiego (Wehrmachtu) i walczyli na frontach, brali udział w szkoleniu wojskowym innych, brali udział w akcjach sabotażowych na rzecz nazizmu (coś na kształt jak „Gwardia Ludowa” i „Armia Ludowa” na rzecz bolszewizmu); były pielegniarkami w nazistowskim Czerwonym Krzyżu. >                                                                                  > 4 818 osób.
  • Którzy pracowali w policji bezpieczeństwa (w PRL odpowiednik UB/SB), w Gestapo, policji granicznej. >>>>> >>>1308 osób.     
  • Brali udział w torturowaniu, biciu, mordowaniu, w bezprawnych zatrzymaniach i udział w ekzekucjach. >>>>>>>>> >>> 1047 osób.
  • Byli donosicielami, konfidentami i agentami policji bezpieczeństwa (takiej PRLowskiej (UB/SB).>>>>> >>>> 4 818 osób.
  • szpiegostwo, współpraca z Abwehr’ą ( to tak, jak współpraca z NKWD i GRU w PRLu). >>>>>>                                                            >>>> 290 osób.
  • Zdrajcy ekonomiczni >>>>>> >>>> 3 262 osoby.
  • Ci, którzy pracowali w Komisariacie Rzeszy, w organizacji „Todt , zajmowali stanowiska biurowe, pracowali w cenzurze i jako tłumacze. >>>> >> 5330 osób.
  • .Członkowstwo w partii N.S. i jej politycznych organizacjach satelitarnych, (jak np. w PRL ZSL, SD, PAX  p.), oraz ekonomiczne wspieranie ich. >>    >> 44 878 osób.
  • Inne formy współpracy z okupantem, inne formy zdrady spraw narodowych, inne działania przestępcze, z których korzystał okupant. >>> >>> 1 951 osób.

Razem: 89 535 osób znalazło się na sali sądowej.  Pomyślmy tu chwilę: Gdyby po tak zw.upadku komunizmu, dokonano w takiej skali lustracji w Polsce (w tzw. III RP), To…?

To nie byłoby w Polsce P.O., Nowoczesnej, SLD, KODziarstwa i temu podobnego postkomunistyczn-lewicowego łajdactwa.

Według oficjalnych źródeł norweskich zlustrowano 92 000 obywateli na liczbę 750 000 rodzin. To daje nam, że mniej więcej co siódma, albo co ósma rodzina była wmieszana w lustrację bezpośrednio. Jedna trzecia spraw została umorzona z braku dostatecznych dowodów winy.  53 000 Norwegom udowodniono winę i przykładnie ukarano.Z tej liczby

25 000 ukarano wysoką grzywną, żeby nie mogli się więcej podnieść ekonomicznie na nogi. 23 000 skazano na karę więzienia,  tak, żeby za nim chodziła łatka, że był karany, albo na pracę przymusową, np. partyjnych funkcjonaruszy, dziennikarzy, dyspozycyjnych intelektualistów i innych agitatorów na rzecz interesów okupanta, wysyłano do pracy w gospodarstwach rolnych na stanowiska parobków.

Wydano 30 wyroków śmierci. 25 wykonano, w tym na Quislingu i na tych, którzy mu gorliwie pomagali w torturowaniu i mordowaniu norweskich patriotów. 4 osoby ułaskawiono.

1 uznano za wariata i zamiast do więzienia, wysłano do szpitala psychiatrycznego.        .

Trzeba tu uznać, że była to solidna lustracja. Co prawda, nie taka gruntowna i bezkompromisowa cywilizacyjnie jak we Francji, której równie nikt nie krytykował i nie obrzucał wyzwiskami za takie rozprawienie się ze zdrajcami spraw narodowych. Nikt też, ani Francuzom ani Norwegom nie podpowiadał i nie zarzucał, że są prymitywni w rozumowaniu, że dążą do stworzenia państwa policyjnego, że nie dorośli kulturalnie do Europy i wreszcie, że odrzucają „standardy i wartości europejskie” zamiast je kochać.

Czy Francja, albo Norwegia, stała się poprzez takie potraktowanie kolaborantów i zdrajców spraw narodowych, państwem mniej demokratycznym? Dyktaturą? Albo państwem policyjnym? Opresyjnym? Nic podobnego. Fakty mówią same za siebie. Jeżeli norweska lustracja nie zagroziła norweskiej demokracji, a lustracja francuska nie zagroziła demokracji francuskiej, to solidna i gruntowna lustracja, przeprowadzona  wedle standardów europejskich w Polsce na pewno nie zagrozi demokracji polskiej, lecz ją uzdrowi.

Czytającego tę rozprawkę napewno zainteresuje, jak bronił się Quisling przed sądem niezależnym od wpływów okupanta i jego lokajów. I jak niezależny od tych wpływów sąd uzasadnił wyrok.

Rozprawa sądowa V.Quislinga rozpoczęła się stosunkowo szybko, bo już 20 sierpnia 1945 roku. Oskarżony razem ze swoim adwokatem przygotowali gruntowną i szeroko obejmującą obronę, w której największy ciężar położono na tym, że oskarżony przez  cały okres ciężko pracował w obronie norweskich interesów narodowych i państwowych i, że swoim wkładem

politycznym uratował wiele cennych norweskich żyć, a przede wszystkim, i co najważniejsze, utrzymał państwo norweskie na mapie świata.

Obrona, mówiąc krótko, była niestety mizerna, bo inna zresztą nie mogła być takiej sytuacji. Quisling został uznany winnym we wszystkich punktach oskarżenia – włącznie z tym o konspirację z Hitlerem w celu  zainstalowania w Norwegii systemu politycznego i

ideologicznego, przychylnego Niemcom nazistowskim. Wydany wyrok brzmiał: kara śmierci przez rostrzelanie. Wyrok został wykonany.

Tutaj trzeba zaznaczyć, że kolaborantów norweskich sądzili i wymierzyli kary obywatele nie splamieni myśleniem komunistycznym ani faszystowskim. Wśród zespołów sędziowskich nie było ani jednego sędziego z nadania (z mianowania) reżimu N.S. To znaczy, nie było ani jednego sędziego, który był skażony poglądami lub współpracą z tym reżimem. Nie było też żadnego prokuratora, ani żadnego sędziego i adwokata zbliżonego pokrewieństwem do oskarżonych, lub ich bliskich znajomych, żeby nie było później krętactw i siania kłamstw.

Quisling pozostawił po sobie wątpliwej jakości sławę (bardzo niepopularną  w PRL i w

III RP),  polegającą na tym, że Quisling w wielu językach a zwłaszcza europejskich, oznacza: kolaborant-zdrajca spraw narodowych. Dlatego Quislinga  jak i Ph. Petaina, w Polsce pomagdalenkowej i pookrągłostołowej, nie należy wspominać, ruszać, nie dotykać i nie omawiać publicznie, żeby Polakom jakiś piorun nie rozświetlił coś pod czaszką.

A jak niepodległe władze norweskie uzasadniły proces rozliczenia Quislinga i jego bandy kolaborantów?

Przede wszystkim tym, że było to konieczne do konsolidacji narodu i społeczeństwa, to znaczy, żeby zlikwidować potencjalne źródło przyszłych podziałów i konfliktów w narodzie.

Konsolidacja ta była konieczna do wyzwolenia energii społecznej; czynników niezbędnych do duchowej i materialnej odbudowy państwa. Poza tym sąd kierował się – kiedy wydawał 30 wyroków śmierci na klikę Quislinga – tym, że kary te mają cel i charakter wychowawczy i zapobiegawczy. Jeżeli takie przestępstwa ujdą bezkarnie, to stwarza się niebezpieczny precedens dający w przyszłości nadzieję innym, że identyczne przestępstwo, dokonane przez nich, też ujdzie im bezkarnie. A to, co nakradną i zdobędą w czasie swej przestępczej działalności, nikt im nie odbierze. Przy tym podkreślono, że takie rozliczenie kolaborantów było też konieczne dla przywrócenia w społeczeństwie zdrowia moralnego, a przede wszystkim do wytworzenia poczucia sprawiedliwości i bezpieczeństwa prawnego.

Podsumowując sprawę: Po zakończeniu okupacji kraju i odzyskaniu realnej – a nie zaiscenizowanej na wzór sowiecki – niepodległości, Quisling i jego obóz ideowo-polityczny zostali osądzeni za:

  1. Za zdradę państwa w stanie wojny.
  2. Za próbę bezprawnego wprowadzenia państwa norweskiego pod obcą kontrolę.
  3. Za nieleganą zmianę konstytucji państwa.
  4. Za  przyczynienie się do śmierci tysięcy obywateli i za udział w morderstwach na obywatelach  norweskich.

Ja tutaj zdaję sobie sprawę z tego, że takiego rozumowania (takiego myślenia) politycznego nie możemy oczekiwać od poprzednich i dzisiejszych władz polskich, z trzecią władzą sądowniczą włącznie, bo władzę w naszym kraju mają politycy z importu i z awansu społecznego, a więc ludzie z DNA byłych handlarzy z Nalewek, krawców i szewców ze Lwowa, z Mińska i Pińska, agitatorów wiecowych wykształconych w wyższych szkołach talmudycznych i gotowych im służyć robotników folwarcznych. I choć są to ich potomkowie w drugim i trzecim pokoleniu, to nie ma to znaczenia, bo o ich mentalności i pojmowaniu interesów państwa polskiego decyduje niezmiennie DNA. Jednakże to, że właśnie oni posiadają od czasu „Magdalenki” i „Okrągłego Stołu” władzę i są silniejsi, nie oznacza, że mamy zrzec się podstawowych wartości takich, jak poczucie sprawiedliwości, poczucie bezpieczeństwa osobistego, godności i zdrowej moralności. Czy my mamy nadal żyć na kolanach, żeby ONI rośli w siłę – a my w słabość?

W 1981 roku  PRL-owska władza sowieckich kolaborantów i zdrajców spraw narodowych została poważnie zachwiana. Mając za plecami sowieckie wojska okupacyjne, banda 21 występująca pod szyldem „WRON” uznała, że jedynym ratunkiem dla  utrzymania się przy władzy jest ogólnokrajowe uderzenie zbrojne w społeczeństwo i jego totalne obezwładnienie fizyczne i złamanie psychiczne. (To konkluzja tajnej „Informacji o sytuacji w kraju na dzień 25 października 1981”, przygotowanej dla Jaruzelskiego przez resort gen. Cz. Kiszczaka). Uczyniono to pod szyldem „ratowania Polski”. Chociaż wiadomym motywem dokonania zbrojnego zamachu na społeczeństwo i naród polski, była obrona po trupach Polaków, własnych, wąsko pojmowanych interesów partykularnych czołowych bossów gangu zdrajców spraw narodowych, występujących pod sztandarem ideowym komunizmu i socjalizmu. „Będziemy bronić socjalizmu, jak niepodległości” – krzyczał publicznie Jaruzelski  po wprowadzeniu stanu wojennego. Jakiej „niepodległości”? Czyjej „niepodległości”?!

Uderzając zbrojnie w bezbronny naród i polskie społeczeństwo banda 21 przyczyniła się do śmierci wielu Polaków (np. jak w kopalni „Wójek”) a co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zranili fizycznie i psychicznie na resztę życia. Milionom odebrali nadzieję na poprawę życia, które było nieznośne. Przyczynili się do dziesięcioletniego opóźnienia rozwoju gospodarczego, ekonomicznego, technicznego, kulturalnego i politycznego. I już tylko za to powinien Jaruzelski i jego Banda 21 + ”Goebels” stanu wojennego, Jerzy Urban, dostać czapę co najmniej 25 lat temu, tak jak dostał Quisling i jego sitwa, czy Petain i jego klika. I to choćby ze względów profilaktycznych, z uwagi na dalekosiężny interes państwa i dla odbudowy w społeczeństwie poczucia sprawiedliwości i bezpieczeństwa, czego do dzisiaj  (w III PRL) nie ma.

Jaruzelski ze swoją szajką nie zostali ukarani, bo trzecia władza, sądownicza i tzw. czwarta (media) zostały nienaruszone (nie poddane lustracji) na mocy zmowy magdalenkowo-okrągłostołowej. Pamiętając tu, że sądy we wszystkich reżimach dyktatur totalitarnych były organami kliki rządzącej do obrony ich wszechwładzy, i że aparat sądowniczy był przekształcony w narzędzie sitwy sprawującej władzę do strzeżenia jej partykularnych interesów, należało się spodziewać, że czołowi kolaboranci i zdrajcy nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności karnej. I tak się stało. Ponieważ aparat ten nie został naruszony moralnie i strukturalnie po 1989 roku, więc pełnił, i nadal pełni funkcję do jakiej został powołany przez PPR/PZPR.

Te okoliczności sprawiają, że nie można było liczyć na to, iż tego rodzaju aparat sądowniczy, w tym jakiś prokurator postPRLowski będzie miał odwagę, żeby postawić znak zapytania przy roli jaką pełnił Jaruzelski, Kiszczak, Urban i reszta bandy  spod znaku „WRON”.

Postawić przed takim sądem Jaruzelskiego i jego sitwę, po czym orzec, że są winnymi przestępstwa i skazać ich na jakąś karę?  Toż to przecież tak, jakby oczekiwać od członków mafii sycylijskiej, że dostrzegą  potrzebę, żeby czołowi bossowie tej mafii zostali poddani badaniom pod kątem, czy uczestniczyli w działalności przestępczej. .

Ale to, że nie zostali ukarani ze względu na okoliczności, jakie przytoczyłem wyżej, nie dowodzi, że nie są  kolaborantami i zdrajcami polskich spraw narodowych, i że nie są winni zbrodni dokonanej na Polakach. W normalnych, nie załganych – przez postkomunistyczne i postUBeckie media – warunkach, szanujące się państwo i jego władze, przestrzegające

standardy europejskie, dawno by zadbało, żeby tego podłego rodzaju ludzie wisieli na szubiennicy, albo dostali kulę w łeb, jak Quisling i jego banda 26, po czym wysłani na śmietnik historii. Tak, niestety, się nie stało. Według Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, Z. Ziobry, nie było ku temu woli w społeczeństwie. Tak, to prawda. Ale dlaczego nie było takiego bytu politycznego, który  byłby zdolny wywołać taką wolę w społeczeństwie?  Słyszymy ze wszystkich stron, że Polska jest państwem już niepodległym. Ale dlaczego ci, którzy to głoszą, nie domagają się postawienia przed sądem tego rodzaju złoczyńców? Odpowiedź na to pytanie nie może być inna, niż to, że zaliczają się do grona tej samej stadniny i sądzą, że ludzie nadal tego nie widzą i darzą ich zaufaniem.

Co zrobić, żeby sprawiedliwości stało się zadość? W pierwszym rzędzie postawić czołowych kolaborantów i zdrajców spraw narodowych  w stan oskarżenia za współpracę z okupantem i za zdradę interesów państwa polskiego. Następnie pójść śladem europejskim, np. francuskim i najpierw zdegradować ich do stopnia szeregowca. Jeżeli Francuzi nie mieli objekcji i wątpliwości jak potraktować Ph. Petaina, który stopień marszałka otrzymał od suwerennej władzy państwa francuskiego, to jakie istnieją przeszkody, żeby niższego stopniem, np. generała W. Jaruzelskiego, potraktować łaskawiej. Zwłaszcza biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że stopnie wojskowe Jaruzelskiego, Kiszczaka, Tuczapskiego i reszty bandy 21 (WRON) pochodzą w prostej linii z nadania suwerena z siedzibą w Moskwie.

Nie są to stopnie wojskowe wynikające z awansu uzyskanego od niepodległego państwa polskiego; od suwerennej władzy polskiej.  Polacy nie mogą tych stopni uznawać jako prawnych i obowiązujących na obszarze państwa polskiego.

Siłę sprawczą pozbawienia ich stopni wojskowych ma prezydent państwa, jako zwierzchnik sił zbrojnych. W Polsce dzisiaj jest to prezydent III RP, Andrzej Duda. Po pozbawieniu ich stopni wojskowych, za przykładem Francji i Norwegii, powinni zostać postawieni przed sądem post mortem i osądzeni według kryteriów prawnych, obowiązujących w Europie i na świecie. Wojciech Jaruzelski to nie jest „żołnierz polski”, jak napisano mu na nagrobku na Powązkach. To żołdak sowiecki, bo był i żył na żołdzie sowieckim. Dlatego powinien zostać, co wcześniej czy później się stanie – usunięty z tego miejsca i pochowany na najbliższym w pobliżu Warszawy cmentarzu żołnierzy Armi Czerwonej. Ale nie tylko on i Kiszczak. Również pozostali uczestnicy WRON + Jerzy Urban z racji swojego bycia i tycia pod skrzydłami sowieckich marionetek.

We Francji takich kanalii nie stawiano przed sądem, lecz od razu zapałowano i wysłano na wieczne odpoczywanie, żeby nie smrodziły ideologicznie i politycznie; żeby nie siały wątpliwości co do stopnia winy i nie rozdzielały włosa na czworo, n.p., że co prawda oni dokonali przestępstwa, ale to nie jest tak całkiem ich winą, bo oni myśleli inaczej, rozumowali inaczej, widzieli sprawy inaczej i inaczej je czuli. Trochę tak, jak niektórzy kochają się inaczej, spółkują inaczej, kradną inaczej, oszukują inaczej, urabiają ludzi na kretynów politycznych też inaczej, jak na przykład Gazeta Wyb. Michnika. Ale kto dzisiaj pamięta reakcję tego bękarta środowisk komunistycznych z okolic Aleji Róż, w sejmie na początku lat 1990? W ówczesnym sejmie znalazł się, bo zrobił sobie zdjęcie z „Bolkiem”. To właśnie wtedy padł na forum tego sejmu, pierwszy postulat o konieczności przeprowadzenia lustracji. Wówczas z ławy poselskiej wstał A.Michnik i zawył: „Ja-ja-ja  tu-tu-tutaj  sły-y-yszę o wo-wo-wołanie o k-krew!”  I co? Ano Polacy podwinęli ogony i nie wiedzieli jak zareagowaś na to. Wystraszyli się, dlatego ta próba lustracji skończyła się niekorzystnie dla Polaków. Wygrał wówczas Michnik i jego stadnina  postkomunistyczna i UB/SBecka.

Dzisiaj sytuacja polityczna jest trochę inna. Do władzy doszła, wyłoniona drogą demokratyczną formacja, która deklaruje się jako patriotyczna, etnicznie polska,  antykomunistyczna, widząca gdzie wróg jest zakotwiczony i ukryty. Formacja polityczna, o której teraz mowa, ma w swojej nazwie konkretne i nie byle jakie przesłanie ideowe: „Prawo i Sprawiedliwość”, (w skrócie: PiS). Tym przesłaniem to stronnictwo polityczne zadeklarowało, że podjęło walkę o przywrócenie w Polsce prawa i sprawiedliwości. Innymi słowy: rządząca obecnie partia, Prawo i Sprawiedliwość, weszła na drogę, na której stoi drogowskaz, ustawiony przez przednich Europejczyków takich, jak Francuzi czy Norwedzy, że „dla przywrócenia w społeczeństwie zdrowia moralnego, a przede wszystkim do wytworzenia poczucia sprawiedliwości i bezpieczeństwa prawnego”, dogłębne rozliczenie kolaborantów i innych zdrajców spraw narodowych jest konieczne.

Najwyżsi rangą polscy kolaborancji i zdrajcy w swej większości już nie żyją, jak na przykład, W.Jaruzelski, Cz. Kiszczak, F.Siwicki, W.Oliwa, T.Tuczapski i wielu innych, wchodzących w skład bandy 21. Ale nie oznacza to, że należy puścić ich bezkarnie. Wystarczy tutaj odwołać się do standartów europejskich i idąc śladem norweskim, a głównie francuskim, zdegradować Jaruzelskiego, Kiszczaka i pozostałych członków bandy 21(WRON) do stopnia szeregowego, po czym półuroczyście przetransportować ich na najbliższy cmentarz „parafialny” Armii Cerwonej.

Obecny Minister Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz, zrobił już w tym kierunku właściwy krok. Stanął twardo: Nie ma już generałów w Polsce z obcego nadania. Są tylko szeregowi Jaruzelski i Kiszczak. I ogłosił, że od tego momentu nie ma już mowy w MON o jakichś tam „generałach”. Są tylko zwyklarze, Jaruzelski, Kiszczak  itp. I chwała Macierewiczowi za ten pierwszy krok we właściwym kierunku.

Ten krok Macierewicza nie zamyka jednak sprawy. Jeszcze jest inny, wyższy segment władzy: Najwyższa instancja polityczna. W dzisiejszym polskim systemie demokratycznym jest nią prezydent, pełniący jednocześnie funkcję zwierzchnika sił zbrojnych. Tylko zwierzchnik sił zbrojnych może zadecydować, którego pułkownika awansować na generała i odwrotnie – którego generała zdegradować. Ludzie oglądający chociażby telewizję widzą, kto komu wręcza rozmaite nominacje, n.p. profesorskie, albo generalskie. Ten, kto daje, ten ma również moc i prawo ich odebrania.

Problem, jaki tu można wytknąć, polega na tym, że stopnie generalskie Jaruzelskiego i jego bandy21 pochodzą nie z nadania niepodległej władzy państwa polskiego, lecz z nadania władzy okupacyjnej. Podchodząc do sprawy logicznie, możemy powiedzieć, że prawo do degradacji tychże generałów, mają władze okupacyjne, w tym przypadku sowieckie. Te zaś, w dzisiejszych okolicznościach, na skutek upadku sowieckiej władzy okupacyjnej i zaszłych w związku z tym zmian politycznych w Europie, nie istnieją. Ale ten problem rozwiązuje nam fakt, że ci zdrajcy i sprzedawczyki panoszyli się i prezentowali w Polsce w polskich mundurach, przystrojeni w polskie dystynkcje wojskowe, a zwłaszcza generalskie i inne ozdoby i dekoracje używane w wojsku polskim. Dysponentem tychże jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Tylko ten organ państwowy ma prawo decydowania o tym, kogo awansować i kogo degradować, i komu przynawać takie czy inne dekoracje wojskowe. Stopnie generalskie wręcza i odbiera prezydent na wniosek Ministerstwa Obrony Narodowej. Ale prezydent,  z racji pełnionej funkcji zwierzchnika sił zbrojnych, ma tę moc, że może w pewnych sytuacjach zdegradować generałów bez oglądania się na resort MON.

W trakcie kończenia tego opracowania, na scenę publiczną wskoczył jakichś świeżo nawiedzony propagandzista i w gazecie sympatyzującej z postkomunistami i UB/SBekami, obwieścił Polakom, że minister A.Maciarewicz jest za słaby, żeby mógł realnie zdegradować

Jaruzelskiego i Kiszczaka, bo „to może zrobić tylko sąd”.

Jest to oczywiście bzdura.  Funkcją sądu jest ustalanie winy i wymierzanie kary. Sprawy degradacji wojskowych przynależą do tej samej instytucji, do której należą sprawy awansów.

Sądy z tym nie mają nic wspólnego, bo ich zadanie jest całkiem inne. Jako przykład procedury może posłużyć Francja i Ph.Petain – najpierw marszałek został zdegradowany do stopnia szeregowego a dopiero potem postawiony przed sądem. I właśnie w takiej kolejności.

Tą samą procedurę należy zastosować wobec Jaruzelskiego, Kiszczaka i reszty bandy21 spod znaku „WRON”. Najpierw zdegradować ich do stopnia szeregowego a potem oddać ich pod opiekę sądu postkomunistycznego i poUB/SBeckiego niech ci się głowią, co z tym fantem zrobić, to znaczy, jak ich sądzić i ukarać. Niezależny od układu postkomunistycznego prokurator  i skład sędziowski ma tutaj duże możliwości wykazać się swoją kreatywnością i ukazać swoje oblicze. Sąd może, na przykład, ukarać ich post mortem przeniesieniem ich grobów z Alei Zasłużonych na Powązkach na najbliższy cmentarz żołnierzy sowieckich.

Następnym bardzo istotnym i ważnym  faktem jest to, że po „Okrągłym Stole” i Mgdalence wszystkie kolejne pookrągłostołowe władze polityczne, pod egidą  L.Wałęsy, A.Kwaśniewskiego i B.Komorowskiego, pełnili kierowniczą funkcję w firmie ochroniarskiej, której głównym zadaniem było ochranianie byłych komunistów, UB/SB-eków, zdrajców i zbrodniarzy komunistycznych, przed odpowiedzialnością karną. Żeby było śmieszniej, system  ochrony przestępców komunistycznych nazwali „demokratycznym państwem prawa”.

Obecnie mamy nowego prezydenta i tym samym nowego zwierzchnika sił zbrojnych, którym jest Andrzej Duda. Ciekawym będzie to, czy korzystając ze swych prerogatyw stanie na wysokości zadania i zdegraduje W.Jaruzelskiego, Cz.Kiszczaka i pozostałych członków bandy21 (WRON), dając tym chociaż trochę dowodu na to, że dzisiejsza Polska staje się demokratycznym państwem prawa.

Nie uczyni tego, to automatycznie wpisze się w poczet szefów organizacji ochrony komunistycznych kolaborantów i zdrajców spraw narodowych.

Władysław Gauza

Kwiecień 2017

  • Laureatka konkursu „Wybitny Polak w Norwegii – 2013”

    Laureatka konkursu „Wybitny Polak w Norwegii – 2013” Małgorzata Jaworska w monografii o jej działalności. (więcej wkrótce …)

  • OSLO 28 lipca 82. Do użytku wewnętrznego!                             SYTUACJA W SOLIDARNOŚCI NA ZACHODZIE I W KRAJU Na II -gim Zjeździe […]

  • Z OKAZJI ŚWIĘTOWANIA

    ROKU JUBILEUSZOWEGO 300-LECIA KORONACJI CUDOWNEGO OBRAZU MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ KATEDRA ŚW.OLAFA W OSLO 17.09.2017 Przedstawiciele Polonii oraz kapłani

  • Laboratorium Designu i Sztuki

    Zamieszczamy na stronie naszej organizacji informacje na temat zakończenia projektu „Laboratorium Designu i Sztuki”, który zainaugurowany został w maju 2013 […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*